Mur 2014

Mur 2014

2 sie 2014

Oszukiwany, oszukiwana...

Dom, a właściwie mieszkanie w którym spędziłam pierwsze lata mego życia, nie było ani piękne, ani duże. W dodatku mieliśmy wspólną łazinkę z inną, całkiem obcą rodziną. Wszystko zmieniło się kiedy umarl mój ojciec. Dziś wiem, że zginął gdzieś między murami. Zaryzykował życie, by znaleść się w świecie, z którego mógłby nam zapewnić lepszy byt. Bo w kraju w którym każdy każdego śledzi, nie było już dla niego miejsca. Nie udało mu się to jednak, a ja zostałam pół sierotą. Moja matka natomiast szybko się z tego otrząsnęła i pocieszyła, znajdując dla nas lepsze rozwiązanie. Niedługo poetm nasze życie obruciło się o 180 stopni dzięki pewnemu wysokopostawionemu komuniście. Zamieszkaliśmy w wielkim jednorodzinnym domu, no to znaczy taki mi się wtedy wydawał. Zaczeliśmy jeść potrawy, o których nie wiedziałam nawet że istnieją, a o takich zbawkach i przedmiotach jakie od niego dostawałam, nawet nie marzyłam. A mama co tydzień w piękniej sukni wybierała się na jakieś wielkie bale i przyjęcia. Byłam wtedy wychowywana w duchu, że nasz kraj jest mlekiem i miodem płynący. Że jako jego obywatele jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Że to nie tu, a tam, za murem źle się dzieje. Wszechobcena armia, podział na bardzo bogatych i bardzo biednych, z przewagą tych drugich. A mur właśnie, ma nas przed tym wszystkim chronić. I to jedyna jego funkcja. Czym jednak byłam starsza, tym więcej zaczęło mi się nie zgadzać. Tym bardziej czułam że coś jest nie tak. Ale nie pytałam. W mojej nowej rodzinie nie byłoby to dobrym posunięciem.

W końcu dorosłam, a mama zaczęła zabierać mnie ze sobą na przyjęcia i swatać z różnymi młodymi odpowiednikami mojego ojczyma. A ja byłam w tym wszystkim strasznie zagubiona. Bo nic co mówili o naszym karaju, nie zgadzało się z rzeczywistością. A mimo to ja musiałam się z tym zgadzać i udawac że wszystko jest w porządku. Bałam się też w czymkolwiek odmówić. Nigdy nie wiadomo kiedy ktoś uzna, że działasz przeciwko państwu. Dlatego już w wieku 19 lat zostałam (nie)szczęśliwą mężatką syna kogoś, kto jest prawą ręką kogoś, kto jest prawą ręką kogoś, kto jest prawą ręką glowy całego tego kraju. Nie zastanawiałam się, czy go kochałam. Bałam się, że odpowiem sobie ''nie'' i nie będe wiedzieć co dalej z tym zrobić. Lepiej było żyć w ułudzie. Niedługo potem sama zostałam też mamą i to było wtedy najważniejsze. 

Ale to wtedy właśnie pierwszy raz przekroczyłam mur. Mój osobisty szofer, którym chcąc nie chcąc musiałam się posługiwać, dostał polecenie zabrania mnie tam na zakupy. Nie wolno mi jednak było wziąć dziecka ze sobą. Ale do takich różnych zakazów i nakazaów byłam już przyzwyczajona. Zdziwiłam się tylko, że wysyłają mnie w tak niebezpieczne miejsce. Choć w głębi duszy czułam, że tam wcale tak nie jest. A to co w końcu zobaczyłam, przeszło moje naśmielsze oczekiwania. Kolorowi ludzie, kolorowe sklepy, kolorowe ulice. Wszyscy uśmiechnięci, życzliwi, spokojni. A autobusy wygladały jak statki kosmiczne. Dziwiło mnie też, kiedy widziałam ludzi rozmawiających przez telefony bez kabli. Nie wiedziałam, że takie coś istnieje. Zresztą, wielu rzeczy nie wiedziałam. W szoku tego wszystkiego zapomniałam kompletnie o tym, że nie wolno mi sie samej nigdzie oddalać. I zrobiłam to. Krążyłam po tym mieście z innego świata przez cały dzień, zjadając wszytsko oczami. Kiedy się wkońcu jednak ocknęłam, miałam ochote wrócić do domu i wykrzyczeć wszystkim jak tu jest wspaniale. Że to nie prawda co mówią. Chciałam wiedziec dlaczego tak mówią...
                              

Dziś mieszkam w tym pięknym świecie, ze świadomością, że Tam nadal jest tak samo. Ludzie żyją w zacofaniu i kłamstwie, a tacy jak mój były już mąż, jego rodzina i pracodawcy, oraz mój ojczym na tym właśnie rzerują. Doskonale wiedząc jaka jest prawda. A ja mam jeszcze jeden powód by ich nienawidzić. Zabrali mi córkę. Bo ja wcale tu nie uciekłam. W życiu bym tego nie zrobiła, wiedząc, że ona tam zostanie. Ja poprostu nie mogłam dłużej milczeć, a oni uznali to za zdrade i wręcz wyrzucili mnie na zachód, odcinając od jakiegokolwiek kontaktu z rodziną i dzieckiem. Musiałam zdobyć papiery RFN i to ze zmienionym nazwiskiem. Dopiero wtedy zostałam wpuszczona na tamtą stronę. Ale ponieważ nie mam pomysłu jak ją stamtąd bezpiecznie wyciągnąć, puki co, mogę ją tylko z daleka oglądać, jak zwierzątko w zoo...

Lina Stern, 25 lat
Poznała nową rzeczywistość i stanęła w niej na nogi, tylko dzięki organizacji, której jest dzisiaj członkiem. I to dla nich właśnie, stała się łącznikiem ze szpiegami, po tamtej stronie. A kiedy już się tam znajdzie i pozałatwia wszystkie swoje sprawy, często przed powrotem udaje się w miejsca, gdzie może spotkać i popatrzeć z ukrycia na 4 letnią już Elsę. Jest jednak coraz bardziej rozdarta, pomiędzy kobinowniem jak ją stamtąd zabrać, a tym, czy nie lepiej zostawić ją w spokoju, w jej w jakiś sposób, poukładanym już świecie.
W życiu codziennym ma wstręt do szoferów, ale za to sama uwielbia prowadzić. Dlatego zotała... taksówkarzem.
---------------------------------------------------------------
[Witam. To pierwsza karta na tym blogu i jednocześnie moja własna. To nie jest atrapa. Zamierzam się nią posługiwać ;)
[Jestem otwarta na każdy wątek i powiązanie]
[Osoba na zdjęciu nieznana]